2017/05/01

Niby nic a jestem zadowolony


Dużo fal ale dzikie i nieprzyjazne. Nawet się wody napiłem. Nie mogę się nadziwić że niby jestem już w nienajgorszej formie a po 15minutach we wodzie zdycham. Koszmarne jest to wiosłowanie w silnych prądach. Odkąd policja zebrała trupa z plaży i odkąd nie mogłem się wyrwać z odpychającego od brzegu prądu to mam lekkiego stracha przed lewą stroną. Znaczy szukam takich fal które się zwijają w prawo jak na nie patrzę co oznacza że jak stoję na nich/przed nimi to płynę w lewo.
A dzisiaj się zamykały często- jak szły takie sety po trzy cztery to albo czekasz na ostatnią albo będzie bicie... piany.
Piana to dziwna rzecz- włazi wszędzie do nosa do ust i w pianie toniesz. Nie wypiera Cię bo to pół na pół woda i powietrze. Czyli że patrząc rozsądnie i z boku to nieprzesadnie udane sesje. I mimo to jestem szczęśliwy. Że przełamałem lenistwo i strach przed zbyt dużymi jak na moje umiejętności falami. Że pierwszy raz próbowałem ujeżdżać overhead(czyli falę wyższą niż ja).
Tylko marznę strasznie- wracam do domu jak dziecko z fioletowymi ustami. Zwłaszcza że trzeci dzień postu poniżej 500kcal co oznacza u mnie poniżej 30% dziennego zapotrzebowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz