2017/07/16

Portugalia moja najnowsza miłość- naprawdę super i mocno polecam



A w zasadzie to nawet nie tyle że polecam co nie rozumiem dlaczego gdziekolwiek indziej jezeli już Europa.
Wspaniałe wybrzeże, piaseczek taki ze uch, genialna kawa(nie wypiłem tam niedobrej kawy!!!!), rześko i swieżo w powietrzu znad atlantyku.
Tak nam się spodobało że wracamy jeszcze w tym roku. Tylko Tatko musi piankę kupic bo tak w gaciach to się troszkę jednak marznie.
Ale człowieki jest tak genialnie ze sie nie spodziewałem ze tak genialnie będzie.
Jeszcze na Gran Canarii wyszukałem plaże z łatwymi falami- bo tych porypanych to miałem dość u siebie a chciałem w końcu żeby też przyjemnie było i deska mi spod nóg nie wyskakiwała.
Padło na Lagos i okolice.
Konkretnie Sagres.

a w sagres rosną araukarie jak u nas na kanarach taki domowy akcencik
Z huelvy odstawiliśmy dziecko poza Sewillę przespalismysię szósta rano i mała wyprawowiczka wyruszyła.
A my do sagres.
Na granicy portugalskiej jakiś zjazd i pobór myta. Jest sobota i wszystko pozamykane a moich kart automat nie akceptuje.
Ale są też Napisy Sisipanijskie(dla nie mających kontaktu z naszymi Azjatyckimi Braćmi i Siostrami Sisipania to Hiszpania więc sisipanijskie to...) z których doszło do mojej wielkiej acz lekko zamroczonej rozstaniem z Dzieckiem Ukochanym główki że wcale płacić nie musze bo to opłata za autostrady(rejestracja karty do pobierania opłat tak w zasadzie) a ja nie zamierzam autostradami jechać. Bo świeże miejsce to chcę poznawac a nie przelecieć ot tak bez wrażeń w zasadzie.
Szukamy warzyw bo z kanarów żeśmy zeżerli na promie a w Hiszpanii było jeszcze za wcześnie zeby się Mercadony otworzyły. A zresztą trzeba nowe poznawać każdym zmysłem. Jakiś supermarket by się przydał i Espresso bym zaliczył albowiem bez kawy tata jest nieciekawy jak rymuje dokładnie i męsko moje Osiemnastoletnie Córkostwo kiedy zlituje się nad bidnym zezwłokiem i zrobi mu kawę żeby po kątach nie zalegał tylko się za życie wziął.
Chcemy pomidory, awokado i sałatę lodową albo escarolę(co za różnica? ja nie znam) w niedużej ilości tak na dzisiaj bo dzień się zapowiada gorący a torbę-kontenerek izotermiczny zajmują leki.
Nie mamy lodówki i nie mamy inwertera żeby podłączyć lodówkę co jest jakimś tam dowcipem jako że offgridowe systemy energetyczne (własne i niezależne 230V) to jest to czym się zajmuję zawodowo ;-)
Szewc bez butów chodzi- prawda, i klnie po szewsku i to też prawda ;-)
Ale nawet jak już uzbroimy samochów w 230V to na potrzeby gotowania w mikrofali a nie chłodzenia. Świeże warzywa są fajne bo są świeże. I chcemy mieszkać w takich miejscach gdzie nie musimy robić wygiętych zapasów na tydzień jak jakieś amerykańce.
Jest jakieś małe supermercado czyba nawet Dia w miejscowości wyglądającej na zgeriatryzowaną (zgeriatrycyzowaną? zgerantycyzowaną?) przez angoli tak na oko w wieku w którym głosuje sie za brexitem. I w którym na emeryturę wyjeżdża się do francji, hiszpanii czy portugalii. Taki dysonans maleńki ale demencja i skleroza pozwalają łatwo te sprzeczności pogodzić ;-)
Włazimy- sklep tego typu  jak hiperdino przy plaży, pełno wina bzdetów ale warzywa słabo, kupiliśmy awokado bo Ukochana jeść musi (koszmarnie mocno odczuwa teraz apetyt moje Maleństwo Najukochańsze) a to najbardziej ketogeniczno zdrowe co w drodze zjeść można, sałata brzydka i stara(patrzysz na głąba na miejsce odcięcia sałaty od korzenia jak jest ciemne i zaczyna cieknąć oślizgłym świństwem to znak że sałata gnije już i jeść jej nie lzia jak jest jasnozielone to znak że jest świeżutka).
Obok knajpa z samymi angolami, ryzykujemy bo ja się nosem podpieram i bez espresso nie zastartuję- junkie nie ma co się oszukiwać. Nie do końca ryzykujemy bo
pachnie super
podają espresso w mikrofoliżankach grubych i gorących co widać
KAWA JEST SUPER.
Nie pamiętam ile zapłaciłem za 2szt może 2e może ciut mniej może ciut więcej ale była super- po żałosnych kawach na Gran Canarii i promie nareszcie coś co nie przypomina mi o konieczności wożenia ekspresu ze sobą (znaczy ekspres mam oczywiście ale nie mam źródła zasilania 230V co już u góry wytłumaczyłem ;-).
W Galdar na kilkanaście knajp z kawą żadna nie podaje dobrej. A tu pierwsza losowo wybrana przy drodze i mocną i nie kwaśną i nie dającą zapachem maggi.
Będzie dobrze. Tutaj to ja mogę.
Jedziemy dalej. Droga nad oceanem więc prędkości niezawrotne. Jest rano i może dlatego luzik, bez wielkiego tłoku.
Stajemy i sprawdzam gdzie chcemy być. Kierowaliśmy się na Lagos ale decyzja jest na Sagres.

Jedziemy i mijamy InterMarche do którego nie da się dojechać nie okrążając miasteczka- olewka, po kilkunastu kilometrach następne intermarche i tu robimy zakupy.
Stacja z gazem! tankujemy- końcówki takie same jak w polsce gaz tańszy niż w hiszpanii.
No dobra to teraz już mamy wszystko co niezbędne gdzie te fale i gdzie te plaże. Zajeżdżamy do sagres. trochę surfszkół trochę freaków jest czyli kierunek OK. Pod fortalezą jest duży nieczynny kamping. Zajeżdżamy pod fortalezę i parkujemy żeby sobie zrobić jeść
zabytek olewam- nie po to przyjechałem żeby czas marnować. Stoi sześć czy siedem kamperów, wiatr jak cholera. zjedliśmy i ruszamy w poszukiwaniu miejscówki do surfowania. wracamy do ronda (100m) i pytamy kolesia z deską- a tu się okazuje że kolejny zjazd z ronda to jest surfspot Praia do Tonel
<Surfing Beach

Jak widac rzeczywiście fala za falą walą - pod spodem piaseczek więc jak ci wyjdzie to jedziesz dokąd chcesz- możesz i na samą plażę nie ma tak że spadniesz na skały coś pęknie(dobrze jak tylko gacie- pozdrawiamy DżejDżeja który ostatnie coolersko-surferskie gacie tacie podarł oczywiście ;-)
Zimno jak sk.... urczony byk a pianki brak.Niby atlantyk ten sam i niby zimny prąd na kanarach ale jednak nawet w styczniu woda była cieplejsza.
I jeszcze wiatr daje więc co wystaje nad wodę to chłodzi odbierając energię potrzebną do przemiany gazowej. Po zupełnie niedługim czasie nie czuję palców u rąk i nóg. To jest minus niewielkiej ilości smalcu na sobie. W zimnej wodzie musisz być od jakiegoś czasu przyzwyczajony do produkcji ciepła a jak nie to dygoczesz.
No to wylazłem i dygoczę. Słońce ludzie się opalają a ja praktycznie tańczę św Wita. Aż sam byłem zdziwiony jaka duża amplituda tego dygotania.
Odgrzałem się trochę, dobra lazę drugi raz.
Ukochana pyta czy aby na pewno. Na pewno chcesz to chodź ze mną. wlazła zamoczyła piękne kończyny do okolic kolan i zadecydowała że nie.
Jak mnie znowu wymroziło z wody to już wiedziałem że się tak normalnie nie rozgrzeję. Wracamy do auta.
Zjazd na plażę jest stromy dość i kamperem sie tam lepiej nie pchać. nasz miniwan rozrzucając kamyki wyjechał. Rany jaka to radość siedzieć w nagrzanym słońcem samochodzie. Te błogie ciepełko i pomyśleć że tyle razy na te rozgrzane wnętrze narzekałem. Przypomina mi się Punta Blanca i wsiadanie do Saaba żeby się zagrzać choć tam woda była dużo cieplejsza to i tak po jakimś czasie potrafiła człowieka załatwić na zimno :-)
Wracamy pod fortalezę spać. Kamperów przybyło. Stajemy przy krzaczkach. Strategicznie bo toalety w miniwanie nie mamy.

Wyjmujemy dmuchany materac 140x200cm czyli wielkości normalnego dorosłego łóźka -elektryczną pompkę kupioną na allegfro za 19.90 minuta może półtorej i jest wygodne łoże dla dwojga a czasem i trojga.

w następnymk odcinku przygód tratki:
najazd policji choć w zasadzie Gwardii Republikańskiej
najfajniejsza miejscówka w życiu
fajne niemce
świetne espresso za 0,6e
i wiele wiele innych inności

2 komentarze:

  1. Myślałem tatko, że już nic Cię tak pozytywnie nie zaskoczy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A tu takie zaskoczenie prawda? a Ukochaną Córkę z kolei Monaco zaskoczyło superpozytywnie i też zaskoczenie zaskoczeniem.

    OdpowiedzUsuń